Hiszpania nadaje:
Kazano mi napisać jakiś zajebisty artykuł na nie mniej zajebistego owego bloga. Artykuł ma się tyczyć mojego pobytu tutaj, czyli Hiszpanii. Cáceres, konkretniej. Więc, korzystając z wolnej chwili pomiędzy przyjściem ze szlajania się po okolicy a kolejnym wyjściem w celu upicia się(tak, wiem- jestem alkoholikiem), postanowiłam coś napisać.
Otóż bawię tutaj 2 miesiące i 6 dni. Początek nie był kolorowy. Podróż jednym słowem: koszmar. Przesiadki, szukanie, sprawdzanie no i taszczenie bagażu nie będzie moim hobby zdecydowanie. Dzień przed wyjazdem ryczałam jak bóbr. Taka mała obawa, że mała Ania w wielkim mieście z małym rozumkiem małomiasteczkowej dziewuchy sobie nie poradzi na drugim końcu Europy. Ale dzielnie dałam rady. Nie sama, fakt. Ale liczą się efekty a nie sposoby.
Gdyby nie pomoc ludzi tutaj na miejscu pewnie usiadłabym na środku dworca w Caceres i zaczęła ryczeć znowu i skończyła w czerwcu. A tak: jeden telefon, spotkanie i już zapewnione miejsce na najbliższych kilka nocy, kolacja z nowo poznanymi ludźmi i pełno ofert pomocy. To ciekawe jak człowiek nie znając nikogo może się przywiązać do tych, którzy pomogą.
Co było trudne? Na początku wszystko: od przywyczajenia się do pogody, zwyczajów, do języka. Język to oni mają niby ten sam co studiuję. Jaaasne. Zamiast „mas o menos” mówią „mahomenos”; „estoy cansado”- „ehtoy cansao”. Sjesta fajna sprawa, ale naprawdę ciężko przyzwyczaić się do faktu, że w jedynym wolnym momencie w ciągu dnia sklepy są pozamykane.
Sprawa mieszkania. Mieszkam więc z Polką z którą tutaj przyjechałam. I dwoma Hiszpanami. Jeden- spokojniejszy- studiuje architekture. Drugi- z tunelami w uszach i tatuażami na rękach- historie. Jest całkiem śmiesznie. I pijanie. I kochanie.
Co do zajęć to mało rozumiem co do mnie mówią profesorowie. Ale udaję robiąc inteligentną minę..
Jacy są Hiszpanie? Dużo osób pyta. Moja jedyna odpowiedź brzmi: niscy. I bardzo otwarci. Przynajmniej ci których ja spotkałam do tej pory. Zawsze uśmiechnięci, i porozmawiają i wytłumaczą. I zszokowani faktem że POLKA mówi po HISZPAŃSKU. Łaał.
Weekendy dla mnie zaczynają się w środy wieczorem. Pomijam fakt, że od jakichś dwóch tygodni wychodzę dziennie i dziennie się upijam (pisałam, że jestem alkoholikiem). Idziesz do knajpy, znasz ludzi, poznajesz nowych, idziesz z jednymi, wracasz z drugimi o 8 rano. I tak w koło. Wolę towarzystwo Hiszpanów bardziej niż Erazmusów. Nie dziwne.
Ale oczywiście nie pomijajmy faktu, że jako LUZER nikomu się nie podobam. Wszyscy wokoło chodzą na randki tylko nie ja. Taki już los luzera i żadna Hiszpania tego nie zmienia. W końcu granice zniesione, więc czego chcę?
To by tak wyglądało w telegraficznym skrócie. Może później coś się zmieni, rząd, język, klimat- wtedy napiszę. A jak na razie czekam aż mnie moje kochane CIULKI odwiedzą..
marsja
kawa_w_kubku odpowiedział(a):
ha! spokojnie! my tutaj też nie chodzimy na randki… mało tego! Biała na przykład odmawia jak ktoś ją o numer telefonu poprosi! to dopiero jest luzerstwo…
poza tym z niskimi facetami nie ma się co umawiać na randki, choć jak to jajko ostatnio zwykła mawiać.. “w łóżku się wszystko wyrównuje” …
uszy do góry.. i tak masz lepiej niż my!
szukaj dla nas pracy a jesteśmy u ciebie w ciągu 6 godzin
Kwiecień 13, 2009 at 4:41 pm. Bezpośredni odnośnik.
k8e odpowiedział(a):
znajdz mi podloge do spania i lazienke do uzytku to jutro przylatuje
Kwiecień 14, 2009 at 2:13 pm. Bezpośredni odnośnik.
marsja odpowiedział(a):
spanie i łazienka jest. nawet kuchnia.
Kwiecień 16, 2009 at 3:37 pm. Bezpośredni odnośnik.